Camo Party, które zostanie zapamiętane jako największa impreza nieśmiertelnych. Żywiołowość graczy oraz niepohamowana chęć strzelania, doprowadziły finalnie do potyczki, w której nikt nie „zginął”, zaliczając jednocześnie po kilka/kilkanaście trafień. Zaczęło się niewinnie. W stronę piszącego padło pytanie, czy ma założone okulary. Twierdząca odpowiedź zaowocowała dość długą serią z karabinu maszynowego M249, kosząc na swej drodze większość drużyny, znajdującej się po drugiej stronie wąwozu. Wspomnieć należy, iż sytuacja miała miejsce nie podczas gry, ale chwilowej przerwy. Przyjęto więc, że nie obowiązują reguły i z obu stron posypał się grad kulek. Bitwa skończyła się równie szybko, jak zaczęła. Liczne trafienia, zaliczone przez graczy obu stron, ostudziły zapał terminatorski. Ale wymiana ognia i tak była przednia.