Witamy na stronie Camo Party

Camo Party – 30.08.08

Pierwsza strzelanka Camo Party, na której spotkały się drużyny Goldenline.pl oraz Towarzystwa Doktorantów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ambicji doktorantów przeciwstawili goldenlinowcy finezję oraz wolę zwycięstwa, co przełożyło się na wyjątkowo ciekawą rozgrywkę, obfitującą w szybkie akcje – tak w obronie, jak w ataku. Pojedynek, zakończony bezpośrednim szturmem jednej grupy na drugą, zakończył się polubownym remisem. W końcu Camo Party to zabawa, gdzie nie ma zwycięzców i pokonanych. Jest tylko miło spędzony czas na łonie przyrody.

 

Camo Party – 29.08.08

Bardzo różne bywają pomysły na spędzenie ostatniego wieczoru wśród kawalerów. Często są to imprezy suto zakrapiane alkoholem, z towarzyszeniem tańczących, roznegliżowanych Pań. Ot, taki stereotyp. Uczestnicy tego konkretnego Camo Party najwidoczniej chcieli ów stereotyp obalić i całe grono, mające towarzyszyć jednemu z nich w ostatniej drodze wolności, postanowiło dzień, lub prędzej wieczór, spędzić zupełnie inaczej. Jak dokładnie wyglądał wieczór kawalerski z Camo Party, możecie zobaczyć na pamiątkowych fotografiach, uwieczniających kawalera i jego kompanów w typowo męskiej zabawie.

 

Camo Party – 16.08.08

Pierwsze Camo Party, które odbyło się 16 sierpnia 2008 roku. Niestety, albo stety, zależy jaką wersję wydarzeń przyjąć, nie dopisała nam aura. Przez prawie całą grę padał rzęsisty deszcz, powodując, iż działania stawały się bardziej skomplikowane i – co tu dużo mówić – trudniejsze. Uczestnicy zabawy czuli się niemalże jak w kambodżańskiej dżungli, bo i temperatura była tego dnia dość wysoka. W końcu to lato.Udało się jednak dotrwać wszystkim do końca bez większego uszczerbku na zdrowiu. Albowiem różnie mogło być. Na terenie było bowiem niezwykle ślisko, a i nie wszyscy zaopatrzyli się w stosowne obuwie, chroniące przed urazami.Nie udał się, niestety, kompletnie grill, który był zaplanowany dla graczy po imprezie. Jakoś nikomu nie chciało się czekać w strugach deszczu na śmiałka, który podejmie próbę rozpalenia węgla. Do gustu również nie przypadł pomysł spożywania napojów chłodzących w tej, jakże klimatycznej, aurze. Ciekawe dlaczego? Uznaliśmy jednak, oczywiście wraz z uczestnikami, iż pierwsze Camo Party udało się na tyle, na ile było to możliwe w podówczas panujących warunkach. Szczególnie miło wspominamy imprezowego Che Guevare, w którego rolę, zupełnie nieświadomie, wcielił się jeden z doktorantów UJ. Viva la revolucione.

 
Strona 3 z 3

Logowanie




statystyka