Pierwsze Camo Party, które odbyło się 16 sierpnia 2008 roku. Niestety, albo stety, zależy jaką wersję wydarzeń przyjąć, nie dopisała nam aura. Przez prawie całą grę padał rzęsisty deszcz, powodując, iż działania stawały się bardziej skomplikowane i – co tu dużo mówić – trudniejsze. Uczestnicy zabawy czuli się niemalże jak w kambodżańskiej dżungli, bo i temperatura była tego dnia dość wysoka. W końcu to lato.Udało się jednak dotrwać wszystkim do końca bez większego uszczerbku na zdrowiu. Albowiem różnie mogło być. Na terenie było bowiem niezwykle ślisko, a i nie wszyscy zaopatrzyli się w stosowne obuwie, chroniące przed urazami.Nie udał się, niestety, kompletnie grill, który był zaplanowany dla graczy po imprezie. Jakoś nikomu nie chciało się czekać w strugach deszczu na śmiałka, który podejmie próbę rozpalenia węgla. Do gustu również nie przypadł pomysł spożywania napojów chłodzących w tej, jakże klimatycznej, aurze. Ciekawe dlaczego? Uznaliśmy jednak, oczywiście wraz z uczestnikami, iż pierwsze Camo Party udało się na tyle, na ile było to możliwe w podówczas panujących warunkach. Szczególnie miło wspominamy imprezowego Che Guevare, w którego rolę, zupełnie nieświadomie, wcielił się jeden z doktorantów UJ. Viva la revolucione.